Walka z samą sobą, z swoja chorobą -przeciw wszystkim i wszystkiemu.
RSS
wtorek, 27 lutego 2007
czas rozliczeń
Chce sie rozliczyć z tym co było, niech wypłynie ten żal do ludzi, którzy mnie skrzywdzili tu i teraz. Bym mogła zrobić coś dla siebie, i zacząć wszystko od nowa.
Aga masz racje to jet cholerne uzależnienie od własnego wygladu to przerażające ze tak to ludzie widzą.
21:21, martyna2525
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 lutego 2007
impulsywność
nie wiem czy to jest "uleczalne" czy nie , moja impulsywność , robie czegoś pod wpływam impulsu. Cokolwiek mi nie odpowiada nie dyskutuję tylko wychodzę przez drzwi najczęsciej, ale zdarza się też że jest to okno. Mam dośc siebie, tego jaka jestem , jak postępuje co robię, że zycie mi przez rece przelatuje, a ja nie mogę nic wziąśc z niego, jest jak woda zostaje tylko odrobina do niczego nie nadająca się, bo pragnienia też nie ugasi się taką ilością.
Od dziś nowa dieta, nie powiem jaka, mineło pół dnia i trzymam się jej jak na razie, obym wytrzymała nie jest to głodówka czy wymioty , już nie chcę. Jest to zdrowa i rozsądna dieta i oby taka pozostała.
13:04, martyna2525
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 lutego 2007
:(
czały czas czuję się jak słoń w składzie porcelany :( mam dość
19:47, martyna2525
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 lutego 2007
nie tak wyobrażałam sobie życie!
Dziś pierwszy dzień postu i co ? miało być wspaniale.Miałam plan by pozwolić sobie na to by móc zjeść bez wyrzutów sumienia i nie dopościć do ataków. I co upiłam się, bo tak bardzo nienawidze siebie , 2 napady- oto bilans strat i zysków.Jestem beznadziejna , rozdrażniona . Chce mi się płakać i płacze.Jak można być taka idiotką??? jak!!
Nie mam ochoty z nikim gadać, nie chce i już. Wystarczy odpowiedz " jest ok".Niedobrze mi ...jak patrze w lustro.
20:46, martyna2525
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 lutego 2007
Mam dość karzą mi latać a podcinają mi skrzydła, jak to jest? kolejne " kazania " umoralniające", ciągle jest żle. Dzis to jest czerwone jutro to samo ma inny kolor. Tylko grożby i szantarz nic więcej. Nie ma regół , jest tylko łamanie zasad , których nie widzę nie odczytuję - poprostu.Janie mam 15 lat i nie jestem ubezwłasnowolniona. Mogę decydować o sobie i to chce robić, i nie potrzebuję  tego co ktoś mi wciska. Mam wstręt do wszechwiedzących. A taki dobry nastrój miałam, tak chciałam wiel zrobić. Mam dość na dziś ludzi!
21:11, martyna2525
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 lutego 2007
coś sie kończy a coś zaczyna

 "Żadna noc nie może być aż tak czarna, żeby nigdzie nie można było odszukać choć jednej gwiazdy. Pustynia też nie może być aż tak beznadziejna, żeby nie można było odkryć oazy. Pogódź się z życiem, takim jakie ono jest. Zawsze gdzieś czeka jakaś mała radość. Istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimie."

Phil Bosmans

  "Strach jest naszym cieniem. Malejącym, kiedy słońce jest w zenicie, powiększającym się przed wieczorem. Strach jak cień znika na długie chwile i raptem się pojawia niewiadomo skąd i kiedy. Strach idzie przed nami przez całe życie. Miejmy nadzieję że nie dalej."

Tadeusz Konwicki

  "Istnieją dwa powody, które nie pozwalają ludziom spełnić swoich marzeń. Najczęściej po prostu uważają je za nierealne. A czasem na skutek nagłej zmiany losu pojmują, że spełnienie marzeń staje się możliwe w chwili, gdy się tego najmniej spodziewają. Wtedy jednak budzi się w nich strach przed wejściem na ścieżkę, która prowadzi w nieznane, strach przed życiem rzucającym nowe wyzwania, strach przed utratą na zawsze tego, do czego przywykli."

Paulo Coelho

jak ja się boję poprostu strach paraliżuje mnie nie mogę oddychać, myśleć...wiem że muszę to zrobić MUSZĘ!

15:21, martyna2525
Link Dodaj komentarz »
światło
Był raz sobie chłopiec, który okropnie bał się ciemności... nie chodziło tylko o ciemność, ale o pustkę, samotność i strachy, które mogły gdzieś wyjść za ściany... Bardzo chciał znaleźć światło, które mogłoby rozproszyć ciemności lęku...

Pewnego dnia na polanie zobaczył piękne, wielkie, sypiące iskrami ognisko, wokół którego gromadzili się ludzie. Postanowił podejść i ogrzać się przy ogniu. Cudownie było grzać ręce przy pięknym płomieniu, przyjemnie było słuchać opowiadań ludzi, którzy się przy nim gromadzili. Ważne przy ognisku było to, że wszyscy mogli podrzucać drwa, że trzeba było o nie wspólnie dbać. Noc mijała godzina za godziną, chłopiec zauważył, że czasami ognisko biło takim ogniem, że nie było widać ludzi z drugiej strony, że płomień był tak gorący, że trzeba było odejść kilka kroków by się nie poparzyć - a odsunięcie się od ognia oznaczało odejście w ciemność. Szybko robiło się zimno, jeśli było się daleko od ogniska, i ciemność zdawała się otulać wystraszone dziecko. Bycie przy ogniu oznaczało podchodzenie blisko, ale i konieczność cofania się do tyłu, jeśli zbyt wiele osób na raz dołożyło drwa. Nie można było siedzieć beztrosko w jednym miejscu, trzeba było być uważnym i aktywnym...

W pewnym momencie zawiał bardzo silny wiatr - dym od ogniska zaczął dusić dziecko przed nim stojące, boleśnie zaczął gryźć oczy, z których popłynęły łzy, przez chwilę nic nie można było widzieć, a na umorusanej popiołem twarzyczce pojawiły się ślady po spływających łzach. Ale to nie było ważne, ważne było ciepło i możliwość przebywania w świetle ogniska. Chłopiec zauważył, że z każdą godziną ubywało ludzi przy ogniu i że musi coraz częściej sam wstawać by dokładać do ognia - to nic, ważne było to, że nie było ciemno i nie było zimno. Dzielnie dokładał drwa do ognia, ważne było by dbać o ognisko, więc w ciągu dnia zbierał drewno by wieczorem, gdy zapadnie noc móc się ogrzać i rozjaśnić ciemności.

Nie było sensu by ognisko paliło się w ciągu dnia - dziecko każdego dnia wracało z pewnym niepokojem na polanę - czy ogień będzie się palił, czy nie zabraknie drewna, czy nie będzie padał deszcz...

Czasami zdarzały się noce pełne gwiazd tak jasnych, że praca nad podtrzymaniem ognia nie wymagała tak dużego wysiłku. Trudno było przewidzieć pogodę, trudno było przewidzieć co będzie z ogniskiem następnego dnia. Najtrudniejsze jednak były noce, w których wiał wiatr i padał deszcz... dym wciskał się w oczy i trudno było powstrzymywać łzy, żeby mieć drewno do podkładania do okna chłopiec musiał okrywać je kocem... wtedy było jej znowu zimno, mimo że ogień nie gasł, to jednak nie dawał ciepła - to jemu trzeba było dać swoje ciepło by mógł przetrwać. Kiedy deszcz był zbyt duży ognia nie dawało się rozpalić i znowu było ciemno i zimno...

Nie znał innego światła, więc wydawało mu się, że tak musi być - że trzeba ciągle dbać o ogień, że trzeba o niego drżeć, że gryzący w oczy dym jest ceną za światło i ciepło jakie daje ognisko...

Jednak któregoś dnia został zaproszony do miejsca, w którym nie było dużo światła - ogólnie panował półmrok, ale niesamowite było to, że całe to miejsce biło bezpieczeństwem. Właściwie paliła się tylko jedna czerwona lampka i nie dawała ciepła, i nie rozświetlała swoim blaskiem całego pomieszczenia. Jej zadaniem było oświetlenie czegoś ważnego, miejsca które wcale nie było centrum tego pomieszczenia. Chłopiec usiadł przed tym światłem. Ludzie wchodzili i wychodzili, a mimo panującego półmroku doskonale ich widział. Widział twarze pełne radości ale i takie na których malowało się cierpienie. Nikt nie musiał dbać o ogień - każdy mógł tu po prostu być... przyjść, pobyć przy świetle i odejść. Zaczął coraz częściej przychodzić do tego miejsca. Było w nim coś magicznego, było światło, które niczego nie wymagało od tych, którzy tu przychodzili, a jednak rozświetlało ciemność. Co ciekawe, światło świeciło zawsze tak samo, czy był dzień czy noc, nic się nie zmieniało, dawało poczucie stałości. Cudnie było patrzeć jak staje się ono częścią kolorowych światełek powstałych z przebijającego przez kolorowe witraże światła słonecznego, kiedy kolorowe światełka tańczyły, ono jakby przyglądało się temu z boku, zdawało się być częścią kolorowego korowodu, a jednak wyraźnie się w nim wyróżniało. Światło było małe i nie otulało ciepłem, a jednak w pomieszczeniu było ciepło - bo ciągle byli w nim ludzie, którzy tu przychodzili ze swoimi troskami i radościami, którzy czuli się tu bezpiecznie. Można było podejść tak blisko, jak się chciało, bez obawy przed poparzeniem. Ważne było trwanie - możliwość zatrzymania się i wsłuchania w siebie.

Celem jego blasku nie było błyszczenie, czy rozświetlanie ciemności, jego celem było oświetlanie czegoś ważniejszego, odkrywanie pewnej Tajemnicy. Światło poprzez swój blask nic nie zakrywało, ale też nie było nachalne, pozwalało przychodzącym doświadczać tajemnicy, mimo wieczornego mroku pozwalało czuć się bezpiecznie, mimo blasku dnia zawsze było w tym samym miejscu. Dziecko odkryło, coś, czego do tej pory nie znało - to była pewność, że coś jest stałe, że zawsze tam jest.

Nieważne było, czy pomieszczenie było pełne słonecznego światła wdzierającego się przez okna, czy na zewnątrz panowała czarna noc, światło zawsze tam było i zawsze, niezmiennie było takie samo. Możliwość pokonania lęku płynie z pewności, że ktoś jest, zawsze i niezmiennie, po prostu jest...
11:42, martyna2525
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 lutego 2007
+
skrzywdziłam dziś siebie, kolejny raz.tak poprostu stres wypływa ze mnie przed zbliżającym sie ważnym egzaminem.widok krwi nie robi mi już zadnej róznicy czy jest czy nie ma, nierobiłam tego przez jakis czas, teraz co jakiś czas znowu, tylko z drugiej strony po co mi to wszystko? przecież kończy się ten czas, który miał mi zrobić kreskę podkreślając wszystko.GAME OVER dla wszystkich, pozostanie tylko jedna rzecz i cisza, spokój i milczenie dla wszystkich ......
21:46, martyna2525
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 lutego 2007
czy miłości można sie nauczyć?
czy z miłością człowiek się rodzi? mnie nie nauczył nikt kochać, niewiele otrzymałam w życiu, wiem każdy okazuje uczucia na swój własny sposób- wiem to.Nie chcę ciągle żyć tym co było, tym co doprowadziło do stanu w jakim teraz jestem - to nie jest dobry stan. Tęsknie za tym szaleństem co było kiedyś we mnie, uśmiech i patrzenie na świat oczyma radości.Czasem mam sen , że to wraca znowu mam naście lat i śmieję sie, mam marzenia i wszystko wydaje sie takie bliskie wystarczy tylko chcieć. I tak było prze większośc mojego życia miałam co chciałam, ubrania kosmetyki, wycieczki  tylko ja nie wiele chciałam z tego wszystkiego a to czego pragnełam i o czym marzyłam nigdy nie otrzymałam uścisku , przytulenia, dobrego słowa.Jak mam porzucić to wszystko i nauczyć się żyć bez miłości? na zimno i ciemno?Od kilku tygodni niemogę sypiać, sen przychodzi dość wcześnie ale po 2 godzinach jestem już w pustych ścianach bez snów i bez łez, śpie po 4 godziny z przerwami. Jestem zmęczona tym wszystkim , nie mam sił by wstać i wyjść do ludzi, za maską pseudouśmiehu ukrywam się za dnia a w nocy? w nocy kiedyś jeszcze miałam czas na łzy. Coś niedobrego ze mną się dzieję, coś dzieje się z moim sercem, lekarz zmienił mi lek ostatnio ale chyba jest gorzej niż było wcześniej, nie wiem co to ale czasem mam wrażenie jakby " zamierało" i robiło sobie przerwę - przestało bić , robi mi się gorącą a cała jestem zimna i pokryta potem. Tam gdzie jest serduszko czuję ogromne ciepło jak by mi ktoś przyłożył zelazko. Robi mi się słabo odpływam. Po kilku minutach wszystko jest ok- tylko wygladam jak kartka papieru.
czy to coś co poważnego? mozę to ja sobie zaszkodziłam tym co sobie ciągle robię? ostatnie 2 lata byly ciężkie jeśli chodzi o jedzenie i wagę. Nie dałam się tknąć nie zrobiłam badań o które mnie proszono.Nawet nie boję sie co bedzie, może to lepiej, nie potrzafię wtedy krzyczeć . Może odejdę cichutko w kąciku.
18:32, martyna2525
Link Komentarze (2) »
wtorek, 13 lutego 2007
dziś czuję się jak szmata
21:53, martyna2525
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2